Sięgając pamięcią do czasów, gdy sam chodziłem do liceum to całego świata jaki się zmieniał wokół mnie, a bardzie zmieniało się to jak ja patrzyłem na świat. A były to czasy, gdy po ulicach biegały dinozaury…
Były to czasy, gdy normalnością w szkole średniej była fala. Nie wiem czy teraz, tez jest to zjawisko, ale rodziło w nas obawy. Już nie pamiętam szczegółów, jak nas dorwali na jakieś przerwie w toalecie, ale to co pamiętam to to, że się nie zgodziłem na to co miałem wykonać i tego nie zrobiłem, a kolesie ze starszych klas nie mogli nic z tym zrobić.
To nie było liceum katolickie, a my byliśmy taką zbiorowością zdolnych, młodych ludzi, którzy nie zamierzali się nadwyrężać nauką. Dzięki temu przy minimalnym wysiłku byliśmy zawsze w pierwszej trójce jeżeli chodzi o średnia z około 20 klas w szkole.
Już w drugim czy trzecim tygodniu września, całą klasą nawialiśmy z lekcji religii. Pewnie by się to rozeszło po kościach, ale jedna nasza koleżanka zawróciła i to wywołało niezłą aferę, bo jeszcze takiej pierwszej klasy nie było w historii szkoły.
Zresztą lekcje religii, później okazały się dosyć wyczekiwanym momentem w tygodniu, ponieważ przekształciły się w forum dyskusji światopoglądowych, gdzie my jako młodzież podważaliśmy wszystko co ksiądz próbował nam przekazać. No cóż ewidentnie mu to nie szło, a w dodatku kiedy zaczynał się denerwować to robił się cały czerwony, nawet łysina mu się świeciła na czerwono, to dodawało nam dodatkowej siły do rozjeżdżania biednego księdza, który nie radził sobie z obroną przed naszymi atakującymi argumentami.
Czy byłem wtedy butny? Do pewnego stopnia tak. Na pewno byłem wtedy bardziej radykalny w swoich poglądach niż teraz. Byłem pewnie dużo bardziej odważny niż teraz.
Może robię teraz bardziej spektakularne rzeczy, ale nie wiele jest w tym nowości, których nigdy wcześniej bym, w takiej czy innej postaci nie robił.
Dlatego, gdy przygotowywałem tę konferencję przyszedł mi obraz, który może Was opisywać – studnia.
Dobra, tylko nie jako czarna dziura!
Bardziej jako niewiadoma, po tym co widać patrząc na studnię, to niewiele widać. Podpowiedzcie co można zobaczyć?
To co widać to niewielki cokół, metr, może trochę więcej.
Gdy zajrzymy do środka, a studnia jest głęboka to nawet nie będziemy w stanie stwierdzić czy jest w niej woda?
Nie mówiąc już o tym czy ta woda jest krystalicznie czysta, a może nie. Może jest wręcz skarżona i jej wypicie może otruć.
Nie wiadomo! Dalej posługują się ta metaforą, jedynie budowniczy wie jaka ta studnia jest głęboka i ile daje wody w ciągu doby. A tego ostatniego też nie można być pewnym.
Ja mam dwójkę dzieci, w tym syna mniej więcej w Waszym wieku, chodzi do katolickiego liceum, wcześniej ponad połowę podstawówki też spędził w katolickiej szkole. Ja w tym widzę zdecydowanie większą wartość niż on. Ale jak to mówią ludzie w moim wieku, że rady ojców od momentu ich wypowiedzenia do przyjęcia i zgodzenia się z nimi muszą swoje odczekać, nawet po 30-40 lat.
No cóż my biedni rodzice mamy z tym zrobić, będziemy Wam dalej radzić…
W minione wakacje mieliśmy okazję popłynąć we dwóch na tygodniowy rejs po mazurach, taki rejs ze starym, gdzie nie da się nic nie robić, bo do części manewrów trzeba pomocnika, ale też jest dużo sytuacji, w których można się sprawdzić. Trafiliśmy na niedzielną mszę do jakieś mazurskiej wsi, w której o dziwo, był charyzmatyczny ksiądz, który ze czytania
Koh 1, 2 Marność2 nad marnościami, powiada Kohelet,
marność nad marnościami – wszystko marność.
Zrobił świetne kazanie, które mnie doprowadziło do refleksji o moim podejściu do pieniądza jakie było kiedyś, a jakie jest teraz. Nikodemem to podsumował, że on jeszcze tego nie czuje, że póki co chęć posiadania pieniądza to jest jego jedyny cel. Żeby nie było też tak miałem w Waszym wieku, ale okazja rozmowy na ten temat. Pokazania, że to nie jest najlepsze rozwiązanie, aby kasa była w centrum naszej uwagi. To mój wkład i obowiązek, aby pokazać mu, że może być inaczej. Nikodem mądrze to podsumował: może to kiedyś do mnie dotrze, bo teraz tego nie rozumiem. W tej sytuacji moja odpowiedź mogła być tylko jedna, że jestem już spokojny o to bo ziarno zostało zasiane, a kiedy wzrośnie to już zupełnie nie ode mnie zależy.
Bo sami nie wiecie jaką macie ogromną moc i siłę!
Razem z Nikodemem mogliśmy się o tym dobitnie w tym roku przekonać. Mianowicie droczyłem się o coś z nim (dygresja: Biblia poucza takich starych jak, abyście nie droczyli się ze swoimi dziećmi…), no i machnął niewinnie noga trafiając mnie w udo. To definitywnie zakończyło moje działania i ledwo zszedłem po schodach, na dół do salonu, bo po drodze zobaczyłem gwiazdki jak w kreskówkach.
Po kolejnych minutach noga mi spuchła, nie było mowy, aby na niej stanąć.
Podejrzenie złamania kości udowej! Normalnie szok i niedowierzanie!
Moje, że syn mi chyba nogę złamał jednym kopnięciem, a on jeszcze bardziej, że niewinnym machnięciem nogą, bo to przecież nie było nawet kopnięcie chyba mi złamał nogę – przypadkiem…
No to co, trzeba dzwonić po pogotowie, bo sprawnych kierowców w domu brak…
Przyjechali przebadali, stwierdzili, że wygląda to nie najlepiej, ale złamania raczej nie ma. Ale chodzenie tylko o kulach…
Pojawił się za to inny problem, ponieważ pogotowie musi całą tą sytuacje opisać w dokumentach, a patrząc na fakty to wygląda to na przemoc domową: syn bije ojca!!! Te leży prawie połamany, a syn nastolatek, taki misiek jak niejeden spośród Was.
On sam nie wiedział jaki jest poziom wody w tej jego studni, nie wiedział, że już ma tyle siły.
To jest obraz Was samych, nie zdajecie sobie sprawy ile macie siły nie tylko tej fizycznej, ale zwłaszcza duchowej – ile tej wody jest w waszej studni i jakiej ona jest wartości.
Wracając do tego księdza z czerwoną łysiną. Myśleliśmy, że to zachowanie, to było zachowanie buntowników. Bo tak nam wmawiali dorośli, którzy sami byli w błędzie.
Tak naprawdę to było testowanie postawy tego księdza, czy to o czym naucza, czy jest prawdziwe, czy to jest spójne z same z sobą?
Was też do tego zachęcam, odbyłem ileś spotkań z ks. Michałem i wiem, że daje radę to udźwignąć, więc dyskutujcie z nim, próbujcie go zagiąć. W taki sposób będziecie odkrywać samych siebie. Jemu łysina jak się zrobi czerwona to tego nie zobaczycie…
Na koniec wracając jeszcze do tej wody ze studni. Biblijne znaczenie wody, to „woda żywa”, woda życiodajna. W praktycznym aspekcie jest podobnie, bez jedzenia można wytrzymać grubo ponad miesiąc, ale bez wody średnio tylko 4-7 dni.
Co zrobić jeśli w Was, w tej studni, woda jest zatruta? Czy taka studnia może się sama z siebie oczyścić? W języku metafor może tego chcieć i tyle.
Podpowiedź znajduje się w rozdziale 15 Księgi Wyjścia. Ważny jest też kontekst rozdział wcześniej to była ta akcja z przejściem „suchą nogą” przez morze Czerwone, a następnie utopienie tam Egipcjan. Zatem Izraelici w 15 rozdziale śpiewają wielką pieś uwielbienia, wychwalają Pan, za ten wielki cud i dalej czytamy:
Wy 15,22-25
22 Mojżesz polecił Izraelitom wyruszyć od Morza Czerwonego, i szli w kierunku pustyni Szur. Szli trzy dni przez pustynię, a nie znaleźli wody. 23 I przybyli potem do miejscowości Mara5, i nie mogli pić wód, gdyż były gorzkie; przeto nadano temu miejscu nazwę Mara. 24 Szemrał lud przeciw Mojżeszowi i mówił: «Cóż będziemy pili?» 25 Mojżesz wołał do Pana, a Pan wskazał mu drewno. Wrzucił on je do wody, i stały się wody słodkie.
Ten kawałek drewna to właśnie Jezus, to zaproszenie jego do swojego życia zmienia nas wewnętrznie.
Woda nawet nie zmieni barwy, ale przestanie zatruwać, a zacznie dawać życie.
Te zatruwanie, to: wszelkiego rodzaj niepokoje, lęki, obawy, strach, zamknięcie się w swoim pokoju, ale też życie hejtem i nienawiścią.
Życie to radość, otwartość, dobry humor, gotowość do budowania relacji, miłość.
Dlatego warto zaprosić Jezusa do swojego życia i skorzystać z łaski budowania relacji z Nim, który jest przyjacielem, powiernikiem, doradcą z Tym który może wszystko!


Dodaj komentarz