Konferencja-świadectwo w ramach Parafialnego Tygodnia drogi do Jezusa na dzień wspólnotowy 18.09.2025
Drodzy Bracia i Siostry mam się z Wami podzielić dzisiaj moim świadectwem o udziale w Wspólnocie Wspólnot. Każdy z nas się już z hasłem spotkał ale czy wiemy co się pod nim kryje i czy jest nam do czegokolwiek potrzebne?
Jako członek KSK CHARIS, czyli nie kolejnej organizacji, a strumienia łaski ustanowionego z połączonych, wszystkich rzeczywistości charyzmatycznych Kościoła Powszechnego przez Papieża Franciszka. Franciszek połączył różne ruchy w jeden strumień Jedności w Różnorodności wspólnot całego Kościoła.
Samo określenie Wspólnota Wspólnot pochodzi od Soboru Watykańskiego II jako nowy opis rzeczywistości parafii, tylko czy nam to jest do czegokolwiek potrzebne?
To zejdźmy piętro niżej, do wspólnoty. Najbardziej radykalną odpowiedzią byłoby – nie potrzebuję tego. Odpowiedź jak odpowiedź, można się z nią zgadzać lub nie.
Jako chrześcijanie, katolicy powinniśmy jednak sprawdzić co nasz Bóg, często nazywany Wszechwiedzący nam na ten temat mówi, albo nawet najpierw co w tym temacie robi?
Co Robi? Jest! Jest w trójcy św. Czyli jest w 3 osobach, tworzy zatem wspólnotę, bardzo specyficzną. To więcej niż 2 osób, gdzie jedna kocha drugą, ale dwóch razem kochających trzecią.
Widzicie tutaj pewne napięcie pomiędzy wartościami 2 i 3, widać to także w Ewangelii Mateusza:
Mt 18,20 Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich».
Bo jak Kościół nas uczy w tajemnicy Trójcy świętej miłość Ojca do Syna i Syna do Ojca jest tak pełna, że aż jest Osobą.
Co nam to mówi? Dlaczego o Trójcy św także mówimy, że jest to wspólnota?
Ponieważ pomiędzy jej wszystkimi osobami są relacje, a w dodatku oparte na miłości. To jest ważne, dobre relacje, nie złości, zawiści czy inne złe. Oczywiście naszych wspólnot to nie dotyczy, ale innych tak, każdy z nas słyszał o jakieś wspólnocie, w której dzieje się źle…
Idealna wspólnota Trójcy Św. to dla nas wzorzec, do której przynajmniej powinnyśmy dążyć. Jednocześnie jak patrzymy na to jakie wspólnoty tworzymy począwszy od:
wspólnoty małżeńskiej, rodziny, przyjaciół, róże różańca, domowy kościół, margaretki, służba liturgiczna, a także środowiska pracy, klasy, znajomych, grup wspólnych zainteresowań, także grupy wirtualne w Internecie.
Zwróćcie uwagę, że nie zrobiłem tu podziału na świeckie i kościelne, sacrum i profanum. Bo tak naprawdę nie ma takiego podziału. Jesteśmy dziećmi Bożymi i tutaj w Kościele i w miejscu naszej pracy. Nie przestajemy być członkami naszych rodzin wychodząc rano z domu do pracy. Tak samo nie przestajemy być katolikami wychodząc po za drzwi tej świątyni!
Wspólnoty to my, więc jesteśmy wielkim obdarowaniem tych wspólnot, każdy z nas wnosi do nich coś swojego, kawałek siebie. Swoją aktywnością ale także i swoim zaniechaniem.
To jest nasze niezbywalne prawo i obowiązek, a przecież my w dużej części nie znosimy obowiązków, często je nazywamy naszymi krzyżami (ja wiem brzmi to dwuznacznie w parafii pw. Podwyższenia Krzyża Św.)
Tylko, że to my sami wybieramy taką perspektywę, perspektywę trudu ucisku i cierpienia, które sami sobie przypisujemy jako synonimy życia doczesnego. Wcale nie zaprzeczam, że różne trudne i bardzo trudne momenty w naszym życiu występują i będą się działy.
Ale nie na to mamy zwracać uwagę, bo i Jezus nie na to nam zwrócił uwagę, owszem punktem kulminacyjnym Jego drogi na ziemi było oddanie za nas swojego życia na krzyżu, ale razem ze zmartwychwstaniem. Czyli radością przewyższającą smutek!
Pierwszym cudem Jezusa był cud w Kanie Galilejskiej, na weselu, czyli w momencie zakładania najbardziej podstawowej wspólnoty – małżeństwa, a następnie rodziny.
To właśnie ten moment, Jezus, a zatem i Bóg Ojciec moment uczcił w sposób szczególny.
W radości! I co Jezus zrobił w tej wspólnocie – przedłużył radość.
To nie był moment, aby wezwać wszystkich na tym weselu, do umartwiania się czasem doczesnym, pokutowaniem i innymi wyrzeczeniami. To jest nam potrzebne zupełnie z innych powodów.
Nie jest jednak fundamentem budowania wspólnot.
Jak uczą nas czytać Słowo Boże, nasi bracia starsi w wierze. Symbolikę biblijna należy analizować i odczytywać przez okoliczności i kontekst przywołania tych samych symboli i obrazów w rożnych miejscach Biblii, a obraz uczty jest najbardziej widoczny, jako obraz Królestwa Bożego:
Iz 25,6 Pan Zastępów przygotuje
dla wszystkich ludów na tej górze1
ucztę z tłustego mięsa, ucztę z wybornych win,
z najpożywniejszego mięsa, z najwyborniejszych win.
To na koniec, czy nie zastanawia Was dlaczego jest tu tyle o jedzeniu? Jak była mowa o cudzie rozmnożenia chleba, to także mniej zwracamy uwagę co Jezus wcześniej powiedział, a bardziej fascynujemy się cudem jedzenia.
Jednym z wyjaśnień, jest klucz zawarty w Ewangelii:
Mt 18,3-4
3 «Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. 4 Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim.
Mowa tu znowu o udziale w Królestwie Bożym (to ta radosna uczta wcześniej), oraz dziecko.
Właśnie dziecko – czy dziecko decyduje o tym, że stanie się członkiem rodziny? Czy to jest jest efekt jego świadomego wyboru? Śmiem twierdzić, że nie. Jednocześnie nie jest pozbawione wolnej woli, ale o tym nie czy pojawi się w rodzinie – czyli wspólnocie to nie decyduje.
Zostaje do tej wspólnoty powołane, w dodatku to wymaga pewnych starań ze strony rodziców (Po za jednym wyjątkiem w przypadku Maryii).
To oznacza, że są wspólnoty do których sami możemy świadomie dołączyć, rozeznając nasze powołanie – jak małżeństwo czy kapłaństwo, oraz te do których możemy zostać tylko i wyłącznie powołani, bez konieczność artykułowania naszego zdania.
Nie wzywam was tutaj do kolejnej krucjaty! Ale pokazania perspektywy dziecka – czyli także osoby powołanej do wspólnoty.
Kto z Was został obdarowany takim darem, wie, że taki mały człowieczek ma w zasadzie tylko 2 potrzeby:
- poczucia bezpieczeństwa z zapewnieniem bliskości i przytulenia – okazania bezwarunkowej miłości
- oraz nakarmienia – czyli pożywienia
Nie ma potrzeby sum teologicznych, ale też nei ma potrzeby kotleta schabowego w panierce. Co więcej nie ma nawet potrzeby ubrania.
W odniesieniu do dorosłego są to różne aspekty jednego: bezpieczeństwa!
To jest nasze minimalne oczekiwanie od wspólnoty. Jednocześnie to nasza minimalna potrzeba dołączenia do wspólnoty, czy bycia we wspólnocie.
Tak samo pomiędzy wspólnotami. Fundamentem jest zaufanie, oparte na poczuciu bezpieczeństwa, że nie jesteśmy wzajemnym zagrożeniem dla siebie, a obdarowaniem. Różnorodnością, która nas ubogaca.


Dodaj komentarz